Bajka o ..........dziewannie

Święty Antoni, nauczycielu prawdy, módl się za nami.

      A już tak niewiele brakowało i przybyłby nam kolejny święty, który poległ śmiercią męczeńską za Ojczyznę pędząc jak szalony ze spotkania z wielebnym ojcem na spotkanie z szeregowym posłem. Ocalony miał, jak to się mówi więcej szczęścia niż czegoś tam pod kapeluszem,  więc uciekł grabarzowi spod łopaty, ale to nie kończy sprawy.

      Rzecznik Ocalonego oświadczył dziś, że "nie jest prawdą, że samochód, którym jechał minister obrony, spowodował wypadek pod Toruniem, przeciwnie - był on w tym wypadku poszkodowany przez inne samochody".     

      Tak więc żandarmeria wojskowa badająca sprawę, nota bene zależna od Ocalonego otrzymała wskazówkę co do przebiegu śledztwa. To stojące na czerwonym świetle samochody zwykłych użytkowników drogi uderzyły w pędzącą kolumnę samochodów niedoszłego świętego.

     I jakim prawem one tam w ogóle stały? I dlaczego czerwone światło zapaliło się właśnie wtedy, gdy Ocalony zbliżał się do skrzyżowania. To nie mógł być przypadek. Ktoś musi za tym stać, ktoś za to odpowiada. Znając dotychczasowe wyniki wszelkich badań pod auspicjami nieomylnych ciemniaków za wszystkim co złe stoi Tusk, Bruksela, KOD i totalna opozycja. A, zapomniałem - jeszcze rowerzyści i wegetarianie. To na pewno był zamach będący wstępem do puczu i obalenia rządu.

      A co ze sztuczną mgłą? No cóż, było trochę mglisto. To na pewno sprawka Rosjan w zemście za oddziały partyzanckie i za drony, nie wspominając o 90 amerykańskich Abramsach, które wespół z 250 naszymi Leopardami mają powstrzymać 15 tysięcy czołgów rosyjskich.

      Ach, co te głąby jeszcze nie wymyślą, aby tylko z ........... (tu każdy może wstawić to, co mu się z Ocalonym kojarzy) zrobić świętego, a z pirata drogowego super kierowcę?