Bajka o ..........dziewannie

Teka ministra z blamażem w tle

      Ostatnio pojawiły się plotki, że w czerwcu nastąpi rekonstrukcja rządu w ramach której tekę ministra spraw zagranicznych straci znawca egzotycznego kraju San Eskobar. Bardzo oczekiwana i potrzebna zmiana, pytanie tylko kto zostanie następcą?

      Pomyślałem o Jacku Saryusz-Wolskim dla którego stanowisko ministra spraw zagranicznych byłoby rekompensatą za zgodę na dobrowolne wystawienie się na odstrzał i utratę ważnych stanowisk w Unii. Ten argument jest jednak słaby, ponieważ PiS nie poczuwał się nigdy do obowiązku naprawiania wyrządzonych szkód i nie potrafi przyznawać się do popełnionych błędów (choć prawdę mówiąc - kto potrafi?).

      Jest też inny argument przemawiający za Saryusz-Wolskim. Otóż wysuwając niespodziewanie jego kandydaturę na szefa Rady Europy rząd polski niejako „wytrzepał” kandydata z rękawa. Kandydata z dużym doświadczeniem i wiedzą polityczną, ale w polskim społeczeństwie mało znanego. Co gorsze, także w Unii mało kto o nim słyszał. Szans, biedak nie miał żadnych i jego kandydatura z góry była skazana na klęskę. Ten dziecinny błąd polskiej dyplomacji trzeba teraz jakoś Polakom wytłumaczyć. Próby przekucia porażki w sukces jeszcze bardziej ośmieszyły PiS, czego prawdopodobnym skutkiem są spadki w sondażach. Dlatego powierzenie Saryusz-Wolskiemu teki ministra spraw zagranicznych byłoby dowodem, że jednak nie jest on byle kim i nadawał się na stanowisko szefa RE.

      Tymczasem obecny minister spraw zagranicznych zaprzeczył jakikolwiek zmianom na zajmowanym przez niego stanowisku, a osobę Jacka Saryusz-Wolskiego wręcz wykluczył z grona ewentualnych następców. Sądzę jednak, że zaprzeczenia znawcy kraju San Eskobar nie można traktować serio. Po pierwsze niezły z niego fantasta, a po drugie jeszcze się nie zdarzyło, żeby w takiej sytuacji ktoś sam przyznał, że jest „na wylocie” i do tego wskazał następcę, a po trzecie skoro wspomniał o Saryusz-Wolskim, to znaczy, że jednak coś jest na rzeczy. Ano pożyjemy, zobaczymy.

      Pozostaje jednak niepewność. A jeśli nie Saryusz-Wolski (który moim zdaniem byłby o niebo lepszym dyplomatą niż ten obecny) to kto? PiS będzie mieć problem, bo w ramach „dobrej zmiany” większość specjalistów i profesjonalistów już wykoszono. Pozostali tylko „mierni ale wierni”. A jak będzie to ktoś formatu p. Fotygi (albo nawet ona sama), to jak mówi stare przysłowie - zamienił stryjek siekierkę na kijek. Tak więc kolejny blamaż wisi na włosku.